Rozdział I - Rytuał cz.2

Cicho otworzył drzwi. Było już przed północą, gdy dotarł do swojego domu. Przy kuchennym blacie siedziała Natalia.
– Witaj, kochanie. – Uśmiechnęła się.
– Witaj, skarbie. – Jacek pochylił się nad żoną, żeby ją pocałować.
– Jak się udała wycieczka?
– Deszczowo. W tym roku natura mnie nie oszczędziła i nie dotarłem na szczyt Okrąglika.
– Tracisz swoje zdolności sterowania pogodą.
– Na to wygląda. No nic. Wrzucam brudne rzeczy do prania i idę spać – westchnął.
– Idź, idź. Ja zaraz przyjdę do łóżka. Wygrzej mi miejsce. Stęskniłam się za tobą.
Jacek zajrzał jeszcze do pokoju dzieci. Smacznie spały w swoich łóżkach. Wycofał się, przymknął drzwi i zaniósł plecak pod pralkę. Na wierzch dorzucił kurtkę i poszedł do sypialni.
Już zasypiał, gdy pod kołdrę obok Jacka wślizgnęła się jego ukochana.
– Nie śpisz jeszcze? – szepnęła mu do ucha. – Bo jak nie śpisz, to twój kociaczek chciałby dostać trochę pieszczot – zamruczała zmysłowo.
– Śpię, kotku – odparł sennie.
– A kotek i tak cię obudzi.
Palce Natalii delikatnie wsunęły się pod męską bluzę i przemieszczały po torsie Jacka coraz niżej i niżej pod kołdrę.
– Hej, co ty robisz? – odezwał się jeszcze w półśnie.
– Nic, zupełnie nic. Śpij, nie przeszkadzaj sobie.
Kobieca dłoń dotarła do bokserek i wsunęła się pod spód, sunąc po ciepłym ciele.
Resztki snu ulotniły się momentalnie. Natalia wiedziała, jak obudzić męża i poprowadzić do miejsca, w którym miał przejąć od niej inicjatywę. Nie zawiódł jej oczekiwań. Odwzajemnił pieszczoty i rozpalił jej ciało, które kilka dni musiało się obywać bez jego dotyku. Zasnęli późno, wtuleni w siebie, rozgrzani, spełnieni i nasyceni sobą.
Poranek przyszedł nagle. Grube zasłony skutecznie ograniczały promienie słońca, ale to nie światło słoneczne zbudziło Jacka. Przed szóstą do sypialni wpadła piszcząca i wyjąca para dzieci. Każde z nich miało pod pachą ukochanego pluszaka. Nie zważając na śpiących rodziców, maluchy wdrapały się na łóżko i zaczęły przepychać, żeby zająć miejsce jak najbliżej dawno niewidzianego taty.
Natalia nie była bezpośrednim obiektem zainteresowania, więc nakryła się kołdrą, próbując utrzymać resztki snu, który mógł prysnąć jak bańka mydlana. Jacek skapitulował od razu i otworzył oczy, choć idąc spać wieczorem, miał nadzieję, że ten dzień nie rozpocznie się dla niego tak wcześnie. Dzieci tylko na to czekały. Widząc obudzonego rodzica, jeszcze bardziej zaczęły dokazywać.
– Taaato, taaato, taaato – wesoło nawoływał prawie trzyletni Konrad.
– Tato, chcę się przytulić. – wpychała się pod kołdrę między rodziców.
– Hej, spokojnie, spokojnie. – Jacek próbował uspokoić rozbrykane dzieci.
Nic to jednak nie dało. Radość była zbyt wielka, żeby ją łatwo ostudzić. Trzeba było się jej poddać. Zabawy Jacka i dzieci nie pozwoliły Natalii na spanie i chcąc nie chcąc, musiała przyłączyć się do wariactw, jakie odbywały się na drugiej połowie łóżka.
– Tato, oć! – W pewnym momencie Konrad zszedł z łóżka i machnął rączką.
– Dokąd? – zapytał Jacek.
– Do kuchni. Ziobimy siadanie – poważnym głosem, choć nie bez błędów typowych dla tego wieku, odpowiedział maluch.
– No dobrze. A zrobimy dla siebie czy też dla mamy i Ani?
– Dja siebie – rezolutnie odparł malec.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, nawet Konrad się uśmiechnął, choć nie bardzo wiedział, dlaczego rodzice i starsza siostra się śmieją.
– No to idziemy. – Jacek zaczął wygrzebywać się spod kołdry.
– Zaraz wam pomogę – ziewnęła Natalia.
Gdy po chwili weszła do kuchni, Jacek kroił wędlinę i ser, a Konrad z namaszczeniem układał plasterki na półmisku.
W koszyku na stole leżały już świeże bułeczki.
– Gotowaliście wodę? – zapytała na wejściu.
– Nie, jeszcze nie – odpowiedział Jacek.
– No to ja nastawię. Akurat będzie na kawę i herbatę.
Woda dogotowywała i Natalia stała przy kuchence, gdy ręce Jacka oplotły ją w pasie, a usta musnęły jej odsłoniętą szyję.
– Mmm… nie rozpraszaj mnie – westchnęła.
– Kocham, więc rozpraszam.
– To poczekaj z tym kochaniem jeszcze chwilę. – Uśmiechnęła się do Jacka.
– Dobrze, poczekam. Choć przy tobie trudno się powstrzymać.
– To jak z tym śniadaniem? Głodna jestem! – Ania przerwała scenę czułości.
– Już, już – odpowiedział Jacek. – Mama robi herbatę, a reszta prawie gotowa.
– Widzę. – Uśmiechnęła się dziewczynka. – Konradek to chyba mandalę układa.
– Manda co?
Konrad do tej pory zawzięcie układający wędlinę, sery i oliwki w wymyślony wzór odwrócił się w kierunku siostry. Jego lekko przygryziony język sugerował, że ta praca bardzo go zaabsorbowała.
– Dobra, kończymy. Czas wreszcie coś zjeść – odezwał się Jacek.
– Siadajcie!
W czasie rodzinnego śniadania ustalali plany na przedpołudnie. Jacek miał jeszcze dwa dni wolnego, które planował spędzić z żoną i dziećmi.

***

Feeria świateł migotała nad parkietem w ogródku pubu „Lolek” na Polach Mokotowskich. Z biegiem lat popularność tego miejsca sprawiła, że zatracił on pierwotny charakter chaty stylizowanej na domek Flinstonów na rzecz komercjalnego upchania jak największej liczby gości. Nadal jednak można było doszukać się resztek wystroju z epoki kamienia łupanego.
Jacek stał z boku, popijał Cuba Libre i patrzył na rozbawioną grupkę tańczącą w rytm rockowych i popowych przebojów z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Wśród bawiących się było wielu jego znajomych z czasów studenckich. Między innymi Piotrek, z którym chodził do liceum, a potem wspólnie studiowali prawo. Głównie on wiódł prym na parkiecie. Towarzystwo Jacka w pełni zintegrowało się z przypadkowymi gośćmi baru.
– Myślicie o trzecim dziecku? – Głos Agatki wyrwał Jacka z zamyślenia.
– Skąd takie pytanie? – Lekko podniósł głos, żeby muzyka go nie zagłuszyła.
– A bo wspaniale wyglądacie z tą dwójką. Widać, że małżeństwo i dzieci wam służą.
– Prawdę mówiąc, przyjaciółko, zaczęliśmy ostatnio o tym myśleć. Konrad jest już całkiem spory, więc dlaczego nie spróbować po raz trzeci. Natalia też chce jeszcze raz poczuć tę burzę hormonów – odparł.
– A jak ty się na to zapatrujesz?
– Z profesjonalnym spokojem. – Roześmiał się. – Dałem radę dwóm ciążom, to i trzecią przetrwam. Masz jakieś wątpliwości?
– Męczennik się odezwał – Agata odparowała z przekorą.
Jacek ucieszył się, że ich szczęście widać również na zewnątrz. Tworzyli z Natalią naprawdę harmonijne małżeństwo, a świadomość, że to widać, jeszcze bardziej go uskrzydlała. Czasem jest przecież tak, że pierwsze problemy, symptomy znudzenia dostrzegają najpierw przyjaciele i znajomi.
– A gdzie się podziała Natalia? Myślałam, że przyjdziecie razem – zapytała Ewa, która właśnie podeszła do Jacka i Agatki.
– Jedzie, już jedzie – uspokajającym tonem odparł Jacek.
– To dobrze. Jeszcze chwila i z mojego urodzinowego tortu niewiele zostanie!
– Nie przejmuj się, Ewciu. Jakby co, zabunkruję dla niej kawałek.
– Ot i kochający mąż. Ze świecą takiego szukać!
– Nie jest tak źle, nie przesadzajmy. Ty, Agata, moja Natalia i mnóstwo naszych znajomych znalazłyście sobie takich samych fajnych, a czasem fajniejszych facetów niż ja, więc skąd to czarnowidztwo? – odparł z uśmiechem Jacek. Inna sprawa, że kolejny komplement pod swoim adresem przyjął z nieukrywaną dumą.
Dziewczyny zostawiły Jacka i poszły do stolików, które zajmowali urodzinowi goście.
Chwilę później do pubu weszła Natalia. Mąż nie od razu ją dostrzegł, ale pojawienie się atrakcyjnej brunetki nie było niezauważalne. Dwóch facetów siedzących przy stoliku obok stojącego Jacka od razu zwróciło uwagę na nową osobę.
– Zobacz, jaka laska!
– No, no… niezła. Myślisz, że jest sama?
Ania i Kasia zauważyły Natalię i podbiegły się przywitać.
– O, z koleżankami. Dobrze rokuje.
– Będziesz uderzał?
– Żartujesz? Oczywiście, że tak. Taki towar nigdy nie jest zbyt długo sam w pubie.
Jacek wyłapał skrawki rozmowy i spojrzał w kierunku wejścia. Zanim jednak poszedł się przywitać, pochylił się nad stolikiem rozmawiających facetów.
– Zbastuj, kolego. Ten „gorący towar”, który widzisz, jest matką moich dzieci od kilku lat. Musisz sobie znaleźć inną okazję. Jeden z mężczyzn poczerwieniał ze wstydu, drugi zakrył dłonią oczy, uciekając od spojrzenia Jacka.
– Prze… przepraszam. Nie wiedziałem – wydukał zaskoczony.

Jacek nie czekał jednak na te słowa. Podszedł do Natalii, objął ją i pocałował, jednoznacznie przypieczętowując znaczenie swoich ostatnich słów.